"Kolację oddaj wrogowi."
O nie, nie, nie. To powiedzenie zdecydowanie nie godzi się z moim kulinarnym instynktem samozachowawczym. Kiedyś utarła się, niezbyt trafnie, opinia, że to właśnie przez jedzenie kolacji tyjemy, a wyeliminowanie tego posiłku z jadłospisu wyeliminuje problem nadmiarowych kilogramów. Nic bardziej mylnego. To nie sama kolacja jest problemem, ale to z czego się składa i ile jej zjadamy. Jeśli w ciągu dnia głodzimy nasz organizm, nie jemy śniadania, szybki obiad pochłaniamy w biegu, to możemy być pewni, ze po powrocie do domu rzucimy się na lodówkę i zjemy więcej niż potrzebujemy.
Kolacja jest bardzo ważnym elementem zbilansowanej diety, w której powinniśmy spożywać zdrowe posiłki co 3 godziny, a ostatni posiłek nie później niż 2 godziny przed snem (a nie tak jak kiedyś mówiono przed godziną 18). Ja swoją obiado/kolację zjadam przed osiemnastą, ale później zawsze czeka mnie jeszcze niewielki deser lub przekąska.

