Od kilku dni wstaję, jem śniadanie i po kilku chwilach znów mam ochotę coś zjeść. Zastanawiam się, jaki program włączył się temu mojemu człowiekowi... nic nie robię, dużo jem i tyję? Staram się uciszyć tego potwora, który podpowiada: zjedz coś słodkiego, ale im bardziej się staram, tym głośniej go słyszę.
Może wspomnienie Pavlov'y z figami, granatem, bitą śmietaną i miodowym sosem, tak słodkiej jak żaden inny zrobiony przeze mnie deser, go uciszy.







